Twórca liczył na to, że film będzie kultowy. Kult powstaje jednak na gruncie spójnej opowieści – tu fabuła obfituje w niedorzeczności. A jest różnica między kinem trudnym a bełkotem.
Normalni ludzie takie kretyństwo wyłączają po 10 minutach. Eksploratorzy kiczu mogą tu jednak odnieść niebanalne korzyści, w cały ten bzdurny sztafaż wrzucono bowiem wiele interesujących motywów, które sprawiają, że TGP jest filmem głupim, ale jednocześnie oryginalnym.
Moon to dobre i klimatyczne kino zrealizowane skromnym i celnie wykorzystanym budżetem. Nie ma tu wybuchów, jest za to napięcie wytworzone grą jednego aktora.
Dystrykt 9 to zawadiacki, nowoczesny, problemowy film, pełen mrocznej ironii, na który kino fantastyczne czeka od dobrych 10 lat. W czasach wielkiej fantastycznej mizerii należą mu się owacje na stojąco.
Przyznam że jestem typem widza, któremu znajomi mówią: "Nie oglądaj tego, bo się wkurwisz". W tym przypadku postanowiłem jednak zignorować ostrzeżenia i obejrzeć najnowszy film SF z Brucem Willisem, który - tak się zabawnie składa - ma bardzo wiele wspólnego z zamieszczonym u nas jakiś czas temu tekstem. No i się wkurwiłem... Ale po kolei.