literatura

Walter Jon Williams, Stacja Aniołów

Od czasu do czasu spotyka się pozycje w literaturze SF, które nie będąc wprawdzie szczególnie odkrywcze w sferze pomysłów, fabuły, stylu czy postaci w jakiś sposób jednak zaspokajają w pełni ów głód, który pcha nas do czytania science-fiction właśnie.

Oleg Diwow, Najlepsza załoga Słonecznego t. 1, 2

Trzeba przyznać, że Diwow nawet ładnie pokazuje bitewne obrazki. A więc bitwy, romanse, demony z przeszłości, dużo grubo ciosanej polityki, zdrada, honor, wódka i Ruscy. Oto NZS w telegraficznym skrócie.

Arkadij i Borys Strugaccy, Żuk w mrowisku

Oto dzieje pewnego eksperymentu genetycznego i jego długofalowych skutków. Na swój sposób kontynuuje tradycję Wyspy dr. Moreau i pytania zadanego przez Frankensteina, ale odpowiedź nie jest ani jednoznaczna, ani łatwa do przyjęcia.

David Brin, Stare jest piękne

Wziąć pomysłowego mózgowca niepozbawionego przy tym fizycznych atrybutów, który w egzotycznym świecie wychodzi z licznych opresji dzięki inteligencji i umiejętności zadawania trafnych pytań - oto materiał na samograj, wykorzystany od serialu z McGyverem po klasyki Sheckleya.

Dan Simmons, Fazy grawitacji

Mamy tu wspominki z awanturniczej przeszłości bohatera, rozliczenie z dotychczasowym jałowym życiem, pojednanie ze zbuntowanym synem, zrealizowane marzenia o lataniu, uwiedzenie studentki, spotkanie z indiańskim mistrzem na targanym wichrem wzgórzu, nowy początek.

Zdzisław Domolewski, Domek świeczki

Domek miejscami męczy, dziwi i mógłby być krótszy o 1/3. Ma jednak w sobie wielki potencjał na wskroś nowoczesnego literacko uniwersum - w Polsce (poza Dukajem) trudno o taki rozmach, o taką atomową eksplozję wyobraźni i gęstość motywów fabularnych.

Maciej Żerdziński, Opuścić Los Raques

Żerdziński potrafi zaskoczyć pomysłami. Nie zdradzę tajemnicy, opisując alienrynę: kawałki ciała obcego, którego statek rozbił się na Ziemi, zażywane jako narkotyk wypluwający subiektywny świat psychiki narkomanów w "obiektywną" rzeczywistość.

Cyril M. Kornbluth, Syndykat

Syndykat to radosna, wibrująca życiem realizacja wizji państwa z pogranicza idei Marksowskiej i anarcho-syndykalistycznej: wspaniały, wolnościowy świat nakreślony z humorem, ale i dozą fatalizmu.

Michael Swanwick, Stacje przypływu

Zasiedziały urzędnik wydziału Kontroli Technologii (którego znamy tylko jako Biurokratę) przybywa na peryferyjną planetę z misją godną młodego wilczka tajnej policji, a nie starszego pana z brzuszkiem. Meandruje w nieznanym, niemal dzikim, wibrującym środowisku powiązań i układzików.