Smutne książki można wytrzymać tylko kiedy się jest młodym.
Surogaci, reż. Jonathan Mostow - recenzja alternatywna

sci-fi, akcja, USA 2009
Przyznam że jestem typem widza, któremu znajomi mówią: "Nie oglądaj tego, bo się wkurwisz". W tym przypadku postanowiłem jednak zignorować ostrzeżenia i obejrzeć najnowszy film SF z Brucem Willisem, który - tak się zabawnie składa - ma bardzo wiele wspólnego z zamieszczonym u nas jakiś czas temu tekstem. No i się wkurwiłem... Ale po kolei.
Tak się składa, że Darek i ja obejrzeliśmy ten sam film w tym samym czasie z zamiarem napisania recenzji, on jednak nieco mnie w tym uprzedził. Przedstawiam zatem dodatkowe spojrzenie na Surogatów jako swego rodzaju suplement do jego tekstu.
Uwaga: od tego miejsca polecą spojlery. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ewentualną utratę przyjemności z oglądania tego jakże zaskakującego dramatu.
O co w tym chodzi? Otóż film Surogaci (chyba Surogaty, państwo tłumacze?) opowiada o społeczeństwie, w którym niemal każda osoba ma przynajmniej jednego surogata, czyli androida, człekokształtną kukłę, nad którą obejmuje kontrolę i której używa zamiast własnego ciała - mogąc doświadczać rzeczywistości za jej pośrednictwem, samemu pozostając w domu. Rzeczone surogaty mają zgodnie z zapewnieniami producenta zapewnić wolność i bezpieczeństwo każdemu, lecz oczywiście każdy raj ma swojego węża - w tym przypadku wadę konstrukcyjną, dzięki której można doprowadzić do śmierci człowieka poprzez specjalny atak na surogata, do którego dany człowiek jest podłączony. Mamy też, rzecz jasna, bohatera - starzejącego się policjanta, który wprawdzie całym sercem stoi po stronie surogatowego postępu, ale i tak dopada go hollywoodzka gorączka przywracania "stanu naturalnego", o którym Darek pisał niedawno na łamach IRSu.
Niestety, mimo momentów pozornego wglądu w życie społeczeństwa tej bliższej przyszłości, nie udaje się nam dowiedzieć o nim niczego ciekawego. Surogaty są, dają określone możliwości (jak bezpieczne uprawianie sportów ekstremalnych czy zastosowania erotyczne), dotykają je zjawiska mody, niektórzy ich nie lubią, ale w jaki właściwie sposób zmieniły one ludzkie życie pomijając oczywisty fakt, że ludzie siedzą w domach - tego się nie dowiadujemy. Dowiadujemy się za to kilku innych interesujących rzeczy, które wymienię poniżej:
* Do laboratorium inżynierskiego wysokiej techniki w największej światowej korporacji może wejść dosłownie każdy, kto przedostanie się do wnętrza budynku - pod warunkiem, że wciśnie przycisk z napisem "Engineering" w windzie. Autor scenariusza nie zdaje sobie chyba sprawy z istnienia takich elementarnych środków jak choćby karty kodowe, które funkcjonują w każdej podrzędnej fabryce. Korporacja od surogatów najwyraźniej budowała swe zabezpieczenia w oparciu o wzorce z serii Star Trek: Voyager.
* FBI nie ma jurysdykcji w enklawie wrogów surogacji, choć teoretycznie ma prawo działać wszędzie w USA (a także de facto poza jego granicami w obu Amerykach, ale już mniejsza), nie mówiąc o np. policji. Jak się okazuje, do enklawy można posłać tylko wojsko - nie istnieje żadna mniejsza siła, którą można byłoby przyłożyć do sporej przecież części miasta. Albo ich zupełnie olewamy, albo puszczamy czołgi - oto opcje stojące przed amerykańską władzą wykonawczą. Brawo!
* Przepalając chip w surogacie, można połączonemu z nim zdalnie delikwentowi usmażyć mózg. Nie pytajcie, jak taką ilość energii można przesłać kanałem komunikacyjnym - toż poczciwe telefony komórkowe musiałyby umożliwiać to samo. Chyba że mózg zostaje usmażony przez samą aparaturę otaczającą pilota surogatu, ale takie rozwiązanie wydaje się... cokolwiek mało sensowne.
* Do eliminacji userów służy specjalna broń EMP, która to właśnie przepala chip i w ten sposób odsyła użytkownika do Wielkiego Matriksa w Niebie. Problem w tym, że widzimy jak bohater odłącza się od swojego surogatu tuż przed trafieniem, po czym znów się do niego podłącza... i wszystko działa. Czyżby chip nie ulegał przepaleniu, gdy łącze jest nieaktywne? A może po prostu chodziło o to, aby móc pokazać chwilę później Willisa w roli Terminatora, ścigającego domniemanego sprawcę przez dzielnice grozy?
* Skoro już mówimy o broni chipobójczej: jak się okazuje, po jej podłączeniu do surogackiej sieci przekaźnikowej (sic!) zniszczeniu ulegną wszystkie surogaty na świecie razem z ich operatorami (sic!!!). Fakt ten da się wytłumaczyć tylko poprzez działanie magii sympatycznej: jeśli jebnięcie jednego surogata zabija, jebnięcie wszystkich surogatów przez sygnał telefoniczny zabije wszystkich podłączonych do nich ludzi...
* Łapanie wkurwionego gliniarza prawą ręką za lewą rękę spowoduje, że cię postrzeli w brzuchala. Nie rób tego.
Można tak ciągnąć, ale czy jest sens? Film jest gorzej niż głupi, bo często przeczy sam sobie, a prawa jakim rządzi się jego świat są tyleż niestałe, co absurdalne (tak samo zresztą motywacje postaci). Film udaje przy tym zajmowanie się doniosłym problemem fantastyki, w rzeczywistości nie mówiąc jednak o nim nic poza tym, że surogacja jest nie tylko niebezpieczna, ale też nienaturalna i zła (po raz kolejny odsyłam do tekstu Darka o fantastyce, która podcina skrzydła). Gdy dodamy do tego złe aktorstwo (np. Radha Mitchell grała trzy różne postacie przejmujące to samo ciało, ale za każdym razem grała identycznie i to niedbale) i nieprzekonujące efekty specjalne (same surogaty!), o konstrukcji świata nie mówiąc, można już tylko zakryć głowę i czekać na nieubłagany finał... który można pokazywać dzieciom jako przykład ułomności współczesnego amerykańskiego SF. Tak, ten w którym nagle i od czapy przywrócony zostaje naturalny porządek, a ludzie znów stają się wolni (co w połączeniu z chaosem zmian zapewne oznacza, że w ciągu następnych tygodni miasta świata spłyną krwią "ocalonych", o czym jednak w filmie się nie mówi).
Apage!







Skoro spoilerujemy, to * UWAGA, SPOILER * Greer na końcu podejmuje decyzję, żeby nie zabijać operatorów, czyli żywych ludzi, ale unicestwić surogaty. Nawet się upewnia, że będzie bez ofiar w ludziach. Potem potwierdza to głos dziennikarki z offu, że nikomu nic się nie stało. Cyk i po zabawie, potem kilka efektownych scen, jak samochody wpadają na siebie i tłumy "ludzi" walą się na ulicę. No spoko. Wygląda to w sumie niegroźnie. Ale czemu nie pokazano elektrowni jądrowych? Nie żebym zaraz kasandrzył o stopionych reaktorach, bo może się zdążą wyłączyć awaryjnie, ale halo? Znika obsługa - nie ma prądu. Nie ma wody, kanalizacji, zakupów, transportu, wywózki śmieci, giełdy i ekonomii. Parę minut po shutdownie na miasta zaczynają spadać pierwsze samoloty. Surogatowi lekarze w trakcie operacji padają na ziemię. Prowadzone przez surogaty ciężarówki z chemikaliami i paliwem rozbijają się, płoną. Zostawione żelazka i grille powodują pożary, wkrótce miasta stają w płomieniach, których nie ma kto ugasić, bo wszyscy strażacy mają atrofię mięśni tudzież stany lękowe (jak Greer na początku na ulicy). Pierwsi szabrownicy (pewnie ci z enklaw bezsurogatowych) rozkradają towary w opuszczonych sklepach, wkrótce nastaje chaos i prawo pięści. Mamy powtórkę Wielkiej Awarii Prądu z Nowego Jorku, tylko sto tysięcy razy gorszą. Świat, jaki znamy, przestaje istnieć, a Greer staje się największym zbrodniarzem w historii ludzkości. Mam nadzieję, że Surogaty 2 zaczną się właśnie w tym momencie.
Dziękuję za twórcze i szczegółowe omówienie tego, co chciałem zaznaczyć w ostatnim zdaniu recenzji. Dodajmy jeszcze, że sytuacja jest dość podobna i w innych kretyńskich zakończeniach o "powrocie do naturalnego ładu", jak choćby w Raporcie mniejszości - szczegóły mogą być inne, ale wywołana wielka zmiana społeczna (czyli nagłe usunięcie danego elementu fantastycznego) nieuchronnie powoduje wielkie ofiary. Powodem mogą być kwestie techniczne, ale też masowy szok kulturowy (szok przeszłości?), destabilizacja władzy, nagłe zniknięcie elementów kontrolujących przemoc... Tymczasem raz po raz serwuje się nam wizję naiwną jak przeciętne dziecięce fantasy, w której ludzie wychodzą na ulicę, podają sobie ręce i ruszają budować nowy, lepszy świat (czyli stary). Dlaczego jednak autorzy nie myślą o żelazkach i elektrowniach atomowych - co przecież się samo nasuwa, do jasnej cholery - tego już nie jestem w stanie stwierdzić. Czyżby siła mitu była tak wielka, że logika musi mu ustąpić i odlecieć do ciepłych krajów? No zgroza!
"Dlaczego jednak autorzy nie myślą o żelazkach i elektrowniach atomowych" Elektrownie atomowe nie potrzebują czynnika ludzkiego do pracy, a żelazka... może gdzieś jakiś surogat prasował, nikłe szanse żeby był pożar i od razu całe miasto spłonęło. Przesadne doszukiwanie się nieścisłości potrafi rozwalić każdy film poza "M jak Miłość". Żaden z powyższych "argumentów" nie potrafi mnie przekonać, że coś jest źle zrobione w tym filmie. Trochę wyobraźni Panowie!
Myślę że nie w braku mojej wyobraźni rzecz, ale w określonych oczekiwaniach. Ludzie mi faktycznie mówią "weź się nie dziw, to film z Hollywood", ale ten argument jakoś nigdy do mnie nie trafiał. Rozumiem że film ma swoje prawa i wiele jestem w staniu mu wybaczyć, jeśli jest fajny; jednak kiedy wymaga kompletnego wyłączenia mózgu, to dla mnie to już jest za dużo.
I nie, nie każdy film można w ten sposób rozwalić. Na przykład Avatara mi się nie udało... To znaczy są tam umowności i uproszczenia, ale wszystkie da się jakoś wyjaśnić. Tu się za cholerę nie da, sorry.
Oczywiście recenzja ze swej natury jest wyrazem subiektywnej opinii autora, nie jest tak że zabraniam komuś się na Surogatach dobrze bawić. ;)
Dodaj nową odpowiedź