Wybierz jeden z 79 różnych typów osobowości. Każdy z nich to lojalny, niesprawiający kłopotów towarzysz, którego dostaniesz po przybyciu do kolonii zupełnie za darmo.
Avatar, reż. James Cameron
Avatar, sci-fi, USA 2009
Jeśli duże wysokości sprawiają, że czujesz się nieswojo, jeśli myśl o rzucaniu się w kilometrową przepaść lub choćby wychylaniu znad śliskiej krawędzi, żeby zobaczyć, co jest na dole, nie budzi twojego entuzjazmu, przed obejrzeniem Avatara zażyj aviomarin. Większość akcji blockbustera Camerona dzieje się bowiem wśród gałęzi gigantycznego lasu porastającego planetę Pandora, którą żelazną pięścią marines pragnie zawłaszczyć bezlitosna korporacja. Gorączkowo walczy bowiem o minerał unobtainium (naprawdę tak się nazywa), "którego kilogram kosztuje 20 milionów" i traf chce, że właśnie na Pandorze jest go zatrzęsienie. Poza niezliczonymi gatunkami zwierząt (z których w rzeczywistości poznajemy pięć, nie licząc owadów) w tej niezwykłej megadżungli mieszkają również wielcy niebieskoskórzy elfoidalni Na'vi. Ziemianie, by zdobyć ich przychylność, na marginesie działań korporacji i wojska prowadzą naukowy program badawczy, który pozwala wcielać się wybranym badaczom w wyhodowane w tym celu ciała Na'vich (tytułowe awatary, coś jak surogaty), by nawiązywać kontakty z tubylcami. Resztę znamy z podręczników filmoznawstwa: żołnierz pierwotnie trzymający ze swoimi poznaje kulturę, poznaje kobietę, poznaje tradycję, wrasta w obce plemię, otwierają mu się oczy i, och, czy uda mu się nowo nabytą siłą ducha oraz wrodzonym sprytem powstrzymać nadchodzącą katastrofę? (Tańczący z wilkami, Ostatni Mohikanin, Ostatni samuraj, Księżniczka Mononoke, Lawrence z Arabii...).
Dziwna sprawa: film zrobił na mnie wrażenie, a jednak wszystko, co do tej pory napisałem o opowiadanej tam historii, brzmi jak spojrzenie z góry zblazowanego krytyka. Jest tak, bo Cameron rozgrywa fabularne zawikłania bardzo już zmęczonymi kartami i garścią wyświechtanych stereotypów o obcych ludach. Wiadomo jednak, że taką partię można przeprowadzić lepiej lub gorzej i tu jest lepiej niż gorzej. Trzymając się ram znanych baśni, twórcy filmu zrobili poruszającą fabułę, niepozbawioną też ironii, z kilkoma szpilami pod adresem buńczucznej wojennej polityki dzisiejszych USA. Narracja pozwala jednak przede wszystkim odpowiednio szeroko rozpostrzec się wielkiej, zamaszystej wizji ludu Na'vi i czującego lasu Pandory. Przesadą - choć niewielką - byłoby powiedzieć, że warto na film iść tylko dla efektów. Nawet jeśli, opowiadana historia spełnia warunek minimalny: nie przeszkadza w odbiorze wizji (podobnie jak gra aktorów) w przeciwieństwie do sytuacji z 2012 czy Surogatów. Szkiełko i oko widza cieszy także staranność wykonania i przemyślenie różnych detali - wnętrza, przedmioty - przekładające się na wiarygodność i spójność świata. Pamiętajmy jednak, że wciąż mowa o kinie masowym, które trzeba przystawiać do masowej miary.
Gdy wyruszyć na szlak tropienia nawiązań, zostajemy zalani ich falą od pierwszej minuty. Łatwo dopatrzeć się można bardzo bliskiego związku Avatara z produkcjami japońskiego Studia Ghibli, takimi jak wspomniana Mononoke, Nausicaa z Doliny Wichrów czy Ruchomy zamek Hauru. Zbliżone ekologiczno-ezoteryczne emanacje wysyła też Final fantasy. Podobną wizję idyllicznego-lecz-zagrożonego świata na drzewie (choć bardziej dobrotliwą) proponuje Kaena, słabo znana francuska animacja 3D z 2003 roku. Ścieżki pokazywania plemiennych waśni, relacji i tragedii przetarły Rapa Nui czy Apocalypto. Z kolei wizja komandosów w 2154 roku jest niepokojąco swojska, a w każdym razie nie wykracza zasadniczo poza obrazy wojaków z Obcego 2 oraz mnóstwa gier komputerowych. Słowem, Avatar czerpie pełnymi garściami z, jak to się mówi, skarbnicy filmowych pomysłów i SF-owych gadżetów. Robi to jednak zręcznie. Wątki, tła i gizma nie wiszą w próżni, lecz służą stworzeniu dość wiarygodnego świata, w którym miło się przebywa. Przeczuwam tu nawet potencjalną kultowość w stylu śródziemiowym i ziemiomorskim. Szczegółów można się oczywiście czepiać: dlaczego moda nie zmieniła się przez półtora wieku i jak to jest, że pterodaktyle strącają z nieba super-duper wojskowe helikoptery, albo czemu strzała z łuku odbija się od pancernej szyby, a już włócznia przebija ją jak pergamin. Jednak - jednak! - umysł oszołomiony potężną lawiną pejzaży i obrazów w pierwszej kolejności ma ochotę się zachwycać, a dopiero później, jeśli w ogóle, kwękać i szperać. A przecież po to nakręcono Avatara.
Cameron (to jego pierwsza rzecz po Titaniku) twierdził, że Avatar to przełom w kinie na miarę udźwiękowienia filmu albo wprowadzenia kolorowej taśmy. Trudno powiedzieć, o co dokładnie mu chodziło, bo film się wyróżnia pod względem rozmachu i skali, ale nie czegoś jakościowo innego. Chyba żeby uznać za wielką nowość to, że nakręcono go w 3D (uwaga, są dwie wersje: na wypasionej wydają specjalne okularki), ale to technologia znana od dobrych 30 lat. Sądzę, że Avatar jest dla kina SF tym, czym Aleksander Stone'a był dla nowoczesnego popularnego kina historycznego: wielką i mocną pozycją, trwale zapisaną w swoim dziesięcioleciu. Nie potrzeba wymyślać przełomów, żeby wystawić Avatarowi wysoką notę. Wciągający świat (w którym to my jesteśmy ci źli), modne ekologiczne tony i przede wszystkim monumentalna przepiękna wizja składają się na fajny film i odpowiednie uwieńczenie SF-owo udanego roku (District 9, Moon) oraz dekady.
*
Ciekawostka: lud Na'vi posiada własny język. Sądziłem, że zdecydowano się użyć jednego z istniejących, lecz okazuje się, że to rzecz wypracowana od zera przez kalifornijskiego profesora Paula Frommera. Czas pokaże, czy będzie fenomenem na miarę eltharin i klingońskiego, czy zasili księgi triviów gromadzonych przez nerdów. Więcej dowiedzieć się można w artykule po angielsku tutaj.




A mnie zirytowała jedna rzecz, jedna która mnie denerwuje od dawna, ale to po prostu "amerykański duch wolności". Czemu Na'vi, sami nie mogą wpaść na pomysł walki o swój dom, tylko obcy musi wygłaszać mowę. To tak jakby biały osadnik/żołnierz, mówił rdzennym amerykanom (Indianom), że powinni się wybrać pod Little Bighorn. Eh... ale poza tym, naprawdę świetne widowisko i zgadzam się z autorem (sceny w dżungli wciskają w fotel).
Pozwoliłem sobie omówić szerzej tę kwestię na swoim blogu tutaj.
Ja jeszcze filmu nie widziałem, ale zarzut Ciepłego wydaje mi się poważny.
W każdym razie film musi być dość kontrowersyjny, jeśli brać pod uwagę rozrzut ocen w sieci. Co ciekawe, Commander John J. Adams z Zakazanej Planety w swojej recce dość mocno się po filmie przejechał, a człowiek ten cechuje się łagodnością w ocenianiu. Hmm...
Kilka wypowiedzi userów z portalu Filmweb, które obrazują skalę problemu:
"Od mojego oststniego seansu a to był już trzeci minęło zaledwie 4 dni i już tęsknię. Dlatego właśnie zarezerwowałem kolejny seans w Krakowie oczywiscie IMAX. jest to Mój najbliższy IMAX (jedyne 180 km) ale jakoś wogole Mi to nie przeszkadza".
"No ja dopiero 2 dzień po i już mam ochotę "tam" wrócić, takiego wrażenia jeszcze żaden film na mnie nie wywarł, dziwne to chyba ale myśleć o tym pięknym świecie nie potrafię przestać".
"Mam muzykę z tego filmu i nie mogę przestac jej słuchac. W najbliższy weekend ponownie wybieram się po raz trzeci na Avatar do kina. Może powiem coś głupiego ale ten film emanuje czymś co niepozwala o nim zapomniec. (...) Naprawdę w tej chwili pisząc ten tekst i słuchając muzyki z filmu brakuje mi słów żeby opisac to jakie uczucia we mnie wzbudza".
"Ten film pokazuje glebokie relacje jakie panuja miedzy lasem i Na'vi. Ich szacunek dla zycia i calej natury i zrozumienie jej. (...) Neytiri to wcielenie idealnej kobiety pod wzgledem urody i duszy. Neytiri jest zarazem delikatna i twarda kiedy trzeba, potrafiaca okazac uczucia. Jej mimika , gesty i emocje to cos cudownego. (...) Pozostala we mnie pustka po tym filmie jakby cos mi skradziono na zawsze, dlatego wybieram sie na nastepny seans. Jest to dla mnie utopia".
"Nie wiem jak wam, nie wiem jak ludzie zareagują na to co napiszę, ale ja na pandorę chcę jak najszybciej wrócić. Film, który obejrzałem wprawił mnie w takie osłupienie, że idę do kina jak najszybciej drugi raz a później kupuję dvd i oglądam film wiele, wiele, wiele, wiele razy więcej niż władcę....Zaraz znajdę się miałczki, którzy będę narzekać ale od obejrzeniu tego filmu czuję się od niego uzależniony".
Zgadzam się z cytatami wyżej ja równiież ide jak naszybciej do kina 2 raz 10/10 czegos takiego jeszcze nie widzialem a lepsza animacje komputerową widzialem tylko we wladcy piersciania a dokladnie na smegolu boski film mam nadzieje ze bedzie 2 cześć
Cameron coś podobno wspominał o całej trylogii, więc szanse na drugą część są.
No pewnie, że będzie "Avatar 2". O tej dwójce już zaczyna się robić głośno.
Słówko o unobtainium. Pamiętacie scenę, w której dyrektor korporacji pokazuje głazik z minerałem Sigourney Weaver? Ten kamień leży sobie w jakimś lewitacyjnym polu na stoliku. Skoro 1 kg jest wart 20 mln $, to załóżmy, że ten kamień ważył 20 dkg. Musiał być więc wart 4 mln $. Jeśli to była tylko ruda unobtainium o zawartości 6% pierwiastka (jak żelazo), to daje 1,2 dkg czystego unobtainium, czyli 240 tys. $. Nie wiem, po ile tam stoi $, ale może warto byłoby dać ten kamyk pod jakiś klosz przynajmniej... :)
Bardzo ciekawy artykuł o Avatarze został umieszczony także na Racjonaliście - rzuca trochę światła na dyskusję o roli "białego mesjasza".
(Linkować można? ;) )
Można można :D
Tag to jak zwykle [url].
[EDIT] Wzmiankowany artykuł znajduje się tutaj:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,7073/q,Avatar.transhumanizm.wirtualn...
Miałem sporo wątpliwości co do Avatara, ale obejrzenie większość rozwiało. Fajna fantastyczna wizja, nakreślona z rozmachem, kunsztem reżyserskim i smakiem - myślałem, że takie filmy skończyły się w latach '80. Bardzo komiksowa. Głupot niewiele, właściwie tylko dwie: jedną wymienił Ciepły, druga dotyczy finałowej bitwy (o co walczyli piechurzy w lesie?).
Oczywiście historia niezbyt oryginalna, bohater mało fajny (ale też jak u Cameroona, drugoplanowi fajni), ale widowisko przednie, pomysłowe i co najważniejsze, zrobione z dbałością o szczegół, nie obrażające inteligencji widza.
Z Solarem już mamy pomysły na resztę trylogii: 2 - Ziemianie kontratakują, 3 - Navi podbijają Ziemię, by ją uratować. W końcu teraz też mają broń maszynową :P
Dodaj nową odpowiedź